Asymetria

Człowiek uczy się przez całe życie. Nawet od tych, których nie miał okazji poznać, i którzy nie znają jego. Czasem – ku własnemu zdumieniu – o sobie. To inspirujące, że nawet uginając się pod plecakiem doświadczeń, możesz dowiedzieć się na swój temat czegoś nowego…

Myślę, że mamy naturalne pragnienie równowagi i sprawiedliwości; że to ważne atrybuty człowieczeństwa. Takie warunki sine qua non, niezbędne nam do szczęścia. Tymczasem odkąd próbuję żyć po wegańsku, moje poczucie równowagi i sprawiedliwości jest na okrągło dość brutalnie naruszane. Znam kilkoro wegan – to naturalne, że w erze informacji, kiedy tak łatwo się namierzyć, gromadzimy się we wspólnotowych bańkach – i chyba mogę mówić także w ich imieniu.

Więc od początku: czym dla mnie jest weganizm? Ano, sposobem na życie jak każdy inny. Jasne, że uważam go za najlepszy – inaczej nie zawracałabym sobie nim głowy. Ale po upływie okresu wczesnodziecięcego, kiedy mój wegański styl życia wykluwał się, pokonując startowe trudności wersji beta, mogę szczerze powiedzieć: weganizm jest dla mnie wyborem, nie wyrzeczeniem.

Owszem, mieszkam blisko dużej aglomeracji, w okolicy usianej sklepami o obcobrzmiących nazwach lub imionach gatunków płazów i owadów. Łatwiej mi. Ale prawda jest taka, że nie wcinam codziennie liofilizowanej wysokoprzetworzonej żywności dla kosmitów. Po prostu: wrzucam do wrzątku zwykłe warzywa, jak z GS-u. Kotlet z kalafiora czy buraka – proszę bardzo. Jeśli mi się chce. Zwykle mi się nie chce, i wtedy jest papryka, pomidor, cukinia, nieoceniona cebula i boski czosnek, a do tego – fasolka z puszki lub wędzone tofu. Plus wiaderko przypraw, bo od nich zależy najwięcej.

To nie książka kucharska, więc dość już o kulinariach – stańmy na tym, że pełnowartościową dietę wegańską da się bez trudu skomponować na każdym podwórku. Wystarczy kilka tygodni, żeby przekuć takie działanie w rutynę, która operacyjnie nie będzie się różnić od schabowego z kapustą.

I tak sobie mieszam w tych garach, a w międzyczasie czytam w internecie: „Podobnie jak wszystkie sekty, weganizm to poświęcenie radości. Zdecydowana większość comfort foodów leci w odstawkę (…). Nie masz być szczęśliwy, bo możesz myśleć niezależnie i jeść dobre jedzenie, kiedy jesteś szczęśliwy.”

Trochę odjęło mi mowę. Pomijam składnię, ale co z resztą tej wypowiedzi (która jest zaledwie fragmentem długiego usystematyzowanego wywodu na platformie służącej „wymianie wiedzy i opinii”)? Czym są tajemnicze comfort foody? Chodzi o Mc-cośtam czy raczej o kebab? I to nieodgadnione „dobre jedzenie”… Niby wiem – jem takie codziennie (chyba że przesolę). Ale co miał na myśli anonimowy autor, którego wypowiedź znalazłam w wątku o sugestywnej nazwie r/exvegan?

Jedźmy dalej, bo dalej jest jeszcze ciekawiej. „Podobnie jak wszystkie sekty, weganizm stawia cię w opozycji do przyjaciół i rodziny. (…) twój kodeks zabrania ci jedzenia tego, co jedzą twoi przyjaciele/koledzy/rodzina. (…) Teraz oni muszą ci się dostosować, jeśli chcą, żebyś był w pobliżu.”

Znów pomijam formę i skupiam się na treści. Moja dalsza rodzina jest mięsożerna, czego żałuję. Mimo to spotykamy się regularnie i jest przy tym sporo zabawy. Zwykle własny obiad przynoszę w pudełku, do odgrzania, i nie mam z tym problemu – naszym celem nie jest wspólne wchłanianie, ale spotkanie i rozmowa.

„Podobnie jak wszystkie sekty, weganizm to przynajmniej prozelityzm. Przynajmniej! W wielu sytuacjach czujesz się zmuszony mówić o tym, jak weganizm jest dobry (i pośrednio, jak wszystko inne niż weganizm jest przynajmniej złe)”.

Hmm, prozelityzm… Przyznaję się bez bicia, nie znałam tego słowa. Na szczęście są wśród nas tytani intelektu, od których można się uczyć! Tu mamy tęgą głowę, której nie zaszkodził NAWET weganizm. Dzięki inspiracji z r/exvegan wiem, że chodzi o gorliwe nawracanie innych na swoją wiarę, także siłą, przekupstwem i manipulacją (Encyklopedia PWN).

Drogi anonimowy/anonimowa, weganizm nie jest religią. Weganizm nie jest wiarą. To nie tak, że wierzę w cierpienie zwierząt i modlę się do ich męki, a ta mistyczna mgła przesłania mi głębsze problemy świata. Nie, ja nie muszę w to cierpienie wierzyć. Ja o tym cierpieniu wiem. A różnica między wiarą a wiedzą, zwłaszcza jeśli dotyczy strachu, głodu i bólu, jest – musisz przyznać – fundamentalna.

A wracając do prozelityzmu, owszem, jeśli nadarzy się sprzyjająca okazja, staram się dzielić tym, co wiem. Mówię o tym, że wegańskie jedzenie nie jest ani drogie, ani skomplikowane, ani szkodliwe, ani niesmaczne, a kiedy mam szansę – to nim częstuję. Jeśli ktoś nie wie – a chciałby się dowiedzieć – ile brzuszków bobrów potrzeba na jedno futro, w jakich warunkach wegetują krowy czy świnie w przemysłowych oborach i tuczarniach albo ile miliardów (tak, miliardów) zwierząt rocznie umiera dla naszej wygody i dla twoich comfort foodów – mówię mu o tym w prostych słowach, nie nadużywając ekspresji i nie spryskując otoczenia kurzą krwią. Ale nie wpieprzam się między wódkę a zakąskę. Nie zrywam się od stołu zastawionego mięsnymi daniami, choć trochę mnie to kosztuje. Jedząc wspólnie z mięsożercami, nie robię uwag na temat martwych ciał, które mają na talerzach.

Zdarza mi się natomiast, i to wcale nierzadko, słyszeć uwagi na temat własnego talerza. Który nikogo nie powinien prowokować do krytyki, bo, do cholery, nikomu nie robi krzywdy! Choć tego nie znoszę, z mojego weganizmu tłumaczyłam się już dziesiątki razy. Wyjaśniałam swoje powody bliższym i dalszym znajomym, grubym i chudym, mądrym i głupim. I właśnie w tym punkcie ujawnia się tytułowa asymetria. Weganie od niepamiętnych czasów oskarżani są przez reprezentantów mięsnego świata o sekciarstwo, fundamentalizm, a nawet – terroryzm. Zarzuca się nam napastliwość i agresję. Owszem, weganie są różni; z pewnością zdarzają się też napastliwi i agresywni. Bo LUDZIE są różni. Wśród wegan są hipokryci, lansiarze, osoby pozbawione tolerancji i pozbawione rozumu. Jak wśród wszystkich – kropka.

Ale wytłumaczcie mi jedno: jak to jest, że przy internetowych relacjach typu „udał mi się tatar wołowy” albo „dziś u mnie na obiad wspaniałe kotlety!” znajduję komentarze: „mniam, mniam”, „brawo Ty!” czy „ojej, pyyyysznie wygląda!”, okraszone uśmiechniętymi buźkami i rojem serduszek. Tymczasem podzielenie się w sieci radością z fajnego śniadania z warzyw prowokuje agresję. Patrzę w ten ekran i próbuję zrozumieć. I im dłużej patrzę, tym mniej rozumiem. Dziewczyno (bo relacjami z posiłków częściej dzielą się dziewczyny), co zrobiłaś, że świat tak cię nienawidzi? Czym zgrzeszyłaś? Kogo skrzywdziłaś? Dlaczego chcą cię zabić?

Element wywrotowy – realne zagrożenie dla tradycyjnego stylu życia. Foto: Sonny Mauricio/Unsplash

Ale może po kolei: wstałaś rano, umyłaś zęby, później wymieszałaś w misce hummus z pestkami dyni, a wszystko to obsypałaś siekaną rzodkiewką i listkami sałaty… Tylko zgaduję, ale pewnie tak jakoś było. Zanim zjadłaś, zrobiłaś zdjęcie i wrzuciłaś na insta. A zanim twój kubek od herbaty pokazał dno, mogłaś już przeczytać: „Siano na talerzu – siano w mózgu”, „A wiesz, ile żyjątek zginęło w czasie uprawiania ziemi żebyś te liście mogła wpiep..ać, kretynko?”, „Wyjadasz świniom, bo to wygląda jak wiadro z pomyjami”, „Twój mózg wygląda jak te pestki na twoim talerzu. A jak zupełnie się zakurczy to go ktoś zeżre może jakiś wegan” (cytaty autentyczne).

Bogowie! Czym zawiniła ta dziewczyna? Czy napisała pod swoim zdjęciem: „Na pohybel mięsnym mordercom”? Czy może: „Patrzcie i podziwiajcie!”? Nie. Chciała po prostu podzielić się swoją radością z fajnego apetycznego śniadania. Spotkał ją za to hejt, który powala. Taki, który przypisuje się nam, niejedzącym mięsa.

Nie umiem wytłumaczyć, z czego to wynika – nie jestem socjolożką. Ale trochę czuję przez skórę. I najbardziej prawdopodobną przyczyną wydaje mi się tradycja – moje ulubione zjawisko 😉. To ona, błogosławiona i uświęcona, każe nam uznać jeden z modeli życia za ten jedyny właściwy. Skoro jeden model uznajemy za normę, wszystkie inne będziemy postrzegać jako drastyczne od tej normy odstępstwo. Mówiąc prościej: jako COŚ NIENORMALNEGO. Dlatego nienormalni są weganie – jak wszyscy, którzy narzuconą „normę tradycyjną” zastąpili modelem wybranym świadomie. Takim, do którego doszli własną, mniej lub bardziej krętą ścieżką.

Tradycja – oczywiście, w naszym życiu jest dla niej miejsce. W obrzędach religijnych, w humanistycznym szacunku i trosce o starszych, w mądrości, którą ci starsi nam ofiarowują, w poszanowaniu przyrody… Problem w tym, że tradycja rozpanoszyła się w naszym uniwersum ponad miarę. Zajęła miejsce należne nauce i rozparła się w nim na dobre. Bezwarunkowo jej posłuszni, reprodukujemy wzorce, które niekoniecznie są tego warte. Szczęście, że z niektórych obszarów udało się wypchnąć tak ceniony przez prawicę „tradycyjny styl życia”. Gdyby nie to, leczylibyśmy dziś nowotwory upuszczaniem krwi. A zamiast streamingu z fajnymi serialami mielibyśmy wystawy dziwolągów i darcie pierza.

2 komentarze do “Asymetria”

  1. zwierzanizm103

    Też jestem weganką i bardzo do mnie ten post trafił (niestety). Tradycja to ważna rzecz, ale nie może uzasadniać okrucieństwa – czasy się zmieniają, świadomość się zmienia i pewnych tradycji już nie da się usprawiedliwić… I najdziwniejsze jest to, że z jakiegoś powodu, rzeczywiście weganizm szczególnie boli obrońców tradycji; dieta oparta na zasadzie jak największego ograniczania cierpienia istot odczuwających jest największą tragedią tradycjonalistów. Dzięki za posta. Dobrze jest czasem posłuchać mądrej osoby myślącej podobnie! Doceniam to, że na blogu niepoświęconym weganizmowi znalazłaś autorko na niego miejsce i czekam na więcej:).

  2. Dziękuję :)) Bardzo staram się zachować balans między logiką a emocjami. Taki komentarz jak Twój pozwala mi wierzyć, że może się udaje… Choć emocje często buzują. Bo czemu (jak słusznie zauważyłaś) tradycji tak bardzo nie po drodze z empatią? Co przeszkadza celebrować stare zwyczaje i współczuć zwierzętom? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Strasznie dobrze jest przeczytać takie słowa jak Twoje i poczuć nadzieję, że jest nas więcej. Ciepłe wiosenne pozdrowienia :))

Skomentuj zwierzanizm103 Anuluj odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry