Kto przeżyje Epicką Furię?
Nie minęły trzy miesiące od skoku na Wenezuelę – i mamy kolejną wojnę. Jak na pretendenta do pokojowej Nagrody Nobla przystało, Trump najechał Iran z rozmachem Czyngis-chana, ściągając w okolicę potężną flotę wojenną i ponad 150 samolotów bojowych. Na razie na niewiele się to zdało: od kilku tygodni US Army wyłamuje sobie zęby na ajatollahach, jak Putin na Ukraińcach.
Każdy, kto czytał mój poprzedni wpis, ma prawo do ironicznego uśmiechu: wysunęłam w nim hipotezę, że Trump z Putinem podzielili między siebie naszą Matkę Ziemię według południków. Czy raczej że zainteresowany Azją i Europą Putin odpuścił swojemu bratu mniejszemu Donaldowi półkulę zachodnią, razem z jej Wenezuelą, Kubą, Grenlandią i czym tam jeszcze. Figluj sobie na swojej połówce, ile chcesz, ale wara ci od Ukrainy i Zakaukazia, odsuń się też od Europy, bo wyjmę taśmy – te własne i te, które dostałem od twojego kumpla Epsteina – wyszemrał prawdopodobnie Władimir podczas jednej z rozmów przez bezpieczną linię. Szybki atak na Caracas, zakończony uprowadzeniem Maduro i madurowej Pierwszej Damy, wpisał się w tę koncepcję jak brakujący kawałek puzzli.
No i co? – zapytasz, wnikliwy Czytelniku – Jak wygląda ta hipoteza w kontekście ataku Trumpa na Iran? Ha, przyznam, że kiedy 28 lutego zajrzałam do internetu – zgłupiałam. Nie podejrzewam, że Trump rzucił się na Iran, żeby zrobić mi na złość i zadać cios mojej teorii. Zasiał jednak ziarno niepokoju… Czyżbym aż tak się pomyliła?
Mijały dni, kolejne rafinerie i lotniska szły z dymem, sypały się oświadczenia i deklaracje (najobficiej, jak zwykle, z ust Donalda Macedońskiego)… Reagowały gospodarki, w ślad za rezydentem Białego Domu zaczęli wypowiadać się też ludzie rozumni, a ja kombinowałam. I doszłam do wniosku, że irański kryzys, jeśli można tak nazwać brutalną napaść, nie wyklucza mojej koncepcji, a nawet ją potwierdza.
I owszem, sposób podziału świata, jaki wcześniej sugerowałam, nie do końca się sprawdził. Tyle że osią hipotezy nie był sposób podziału świata. Była nią relacja łącząca prezydenta USA z prezydentem Federacji Rosyjskiej. I założenie, że w tej relacji to ten drugi ma mocniejsze karty. Że asy w rękawie Putina pozwalają mu osiągać swoje perspektywiczne cele przy aktywnej, choć zakamuflowanej, współpracy Donalda Trumpa.
A czemu nie podzielili się według południków? Mam kilka teorii. Pierwsza, jaka przychodzi mi do głowy, to że Trump nie zna się na globusie. Skoro nie zna się na gospodarce, astrofizyce, ekologii, kulturze, sztuce i – zdecydowanie – na modzie, czemu nagle miałby być ekspertem od geografii?
Długo można bawić się w ten sposób, ale wydaje mi się, że historia z Iranem wyświetliła o wiele ważniejsze pytania.
Po pierwsze: wojna w Ukrainie – czy ona się skończyła? Przeciwnie – weszła w swój piąty rok z ogromnym impetem. Ataki ruskich dronów na Kijów zyskały na skuteczności, rośnie też zasięg obronnych akcji dronowych, przeprowadzanych przez Ukraińców. Na froncie w rejonie Donbasu trwają wyniszczające walki. W 2026 roku liczba cywilnych i wojskowych ofiar po stronie ukraińskiej jest większa, niż w analogicznych okresach czterech poprzednich lat. A jednak śledząc media mam wrażenie, że tej wojny już nie ma. Cisza, spokój… Cywilizowany świat przestał się obawiać Rosji, ukrytej za ukraińskim amortyzatorem i spowitej medialną mgłą. Boi się o ceny ropy i kondycję własnych gospodarek. Widmo Putina zbladło, a los Ukraińców przestał nas obchodzić. Kto na tym zyskuje?
Po drugie: co się stało z ropą? Ano, podrożała. Od początku marca tego roku o ponad 30%. A co finansuje agresję Putina? Przypadkiem – znów ropa. Eksport surowców – a ropy głównie – jest od zawsze najmocniejszym fundamentem ruskiej gospodarki. Bez niej (ropy) wojna skończyłaby się w trzy miesiące. Dziś wpływy z eksportu dźwigają rosyjską gospodarkę z dna, a flocie cieni grzeją się silniki. Nawet wstyd zadać kolejny raz pytanie: kto na tym zarabia?
A jak się miewa NATO? „(…) nie potrzebujemy już pomocy NATO. Nigdy jej nie potrzebowaliśmy!”. „Jestem rozczarowany NATO”. „NATO popełnia bardzo głupi błąd!”. „Nie potrzebuję zgody Kongresu, żeby podjąć tę decyzję (o wyjściu USA ze struktur NATO)”. To tylko niektóre wypowiedzi pomarańczowego z ostatnich tygodni. Ponieważ z rozwagą czterolatka chlapie ozorem na prawo i lewo, tych butnych pogróżek jest znacznie więcej. Jako czterolatek będzie rzecz jasna brnął dalej, siejąc chaos w świecie i panikę po wschodniej stronie Atlantyku. Wysadzanie NATO od środka stało się w ostatnich miesiącach główną rozrywką Donalda Trumpa. Bo niby czemu innemu miały służyć pohukiwania w sprawie Grenlandii? Stany Zjednoczone jej nie potrzebują; nie muszą anektować wyspy, którą wygodnie eksploatują z surowców na mocy umów gospodarczych z Danią. Co do strategii obronnej, amerykańska baza wojskowa funkcjonuje tam od… 75 lat! Na razie Greenlandgate rozeszła się po kościach. Ale NATO już się zachwiało, a niesmak pozostał. Komu to na rękę?
Co z amerykańskimi sankcjami na rosyjską ropę? Ano, w trosce o dobro świata Donald czasowo je zawiesił (chyba jednak będzie ten Nobel… ). Rosja okazała demonstracyjną radość, co eliminuje potrzebę zadawania kolejnego pytania.
Wreszcie moje ostatnie pytanie – choć na pewno nie ostatnie, jakie można by sformułować – jakiej figury retorycznej musiałby użyć jawny agresor Trump, żeby potępić działania innego agresora? W kontekście tego, co dzieje się dookoła, to pytanie wydaje mi się już trochę nie z tego świata. Kogo dziś obchodzą imperatywy moralne?
Dziś liczą się fakty. A fakty wyglądają jak wyglądają, i nie chcą wyglądać inaczej. Kurczowo trzymający się władzy amerykański dziadyga, za podszeptem kurczowo trzymającego się władzy zbrodniarza Netanjahu (i może kogoś jeszcze… ), wzniecił wojnę, w której zanihilował Iran i jego potencjał nuklearny już co najmniej trzy razy 🙂, wywołał kryzys paliwowy na globalną skalę, naraził na odwetowe ataki wiele krajów i próbuje narazić kolejne. Sprawił, że świat musi się zbroić, zamiast rozwijać pokojowe technologie, czym złamał kręgosłup idei zrównoważonego rozwoju.
Czy zyskał na tym bombardowany i pogrążony w chaosie Iran? Czy zyskały Stany Zjednoczone, które wydały już na tę wojnę kilkadziesiąt miliardów dolarów? Czy zyskały Chiny lub Indie, uzależnione od dostaw ropy przez zaminowaną cieśninę Ormuz? Czy zyskał Izrael, który będzie się cieszył względnym bezpieczeństwem tylko do czasu stacjonowania w regionie sił amerykańskich – czyli dopóki nie wyczerpie się Epicka Furia Trumpa? Czy zyskała Ukraina, skoro jej heroiczna walka zniknęła z medialnych radarów, a agresor dostał od Trumpa nowe życie? A może zyskała Europa, stojąca w karkołomnym rozkroku między szantażem wsparcia a przyszłością najważniejszego sojuszu obronnego?
Nie. Nikt nie zyskał. Stracili – i przez następne lata będą tracić – wszyscy. Z jednym wyjątkiem: zyskał Putin.
Jeśli tak, to pewnie już stoi w blokach startowych, żeby eksploatować złoża na Księżycu. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że misja się nie powiedzie, bo ktoś ukradł kilka śrubek z Kosmodrmu i sprzedał😁
Taak, jest nadzieja. DOGE się postarało, wywalając wszystkich specjalistów :)) Brakuje im teraz rozpaczliwie ekspertów od Bliskiego Wschodu, więc myślę, że od kosmosu tym bardziej. Musk zadbał o oczyszczenie terenu… Pozdrawiam!
EDIT: sorry, nie pojęłam, że chodzi Ci o Putina. W jego przypadku brak śrubek jeszcze bardziej prawdopodobny :). Jest nadzieja…