Widziałam orła cień…
Z Kijowa wzbił się Orzeł Biały, a za nim ruszyło całe stado. W peletonie fruną kolejne Orły, obok nich – Krzyże Komandorskie i Kawalerskie, przyznane swego czasu za zasługi dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Orły i Krzyże nie chcą już mieszkać w ukraińskich szufladach, bo zrobiło się w nich niemiło i niegościnnie. A żeby było szybciej, wracają DHL-em czy innym UPS-em.
Dla porządku: uważam to za absolutny skandal, podobnie jak komentarz Zełenskiego nt. innych dam i kawalerów Orderu: polakożerczej Katarzyny II, Mussoliniego i putinowskiego obciągacza Schroedera. Zamiast posypać głowę popiołem, wsadzić gębę w kubeł, wyrazić ubolewanie i przeprosić, prezydent Ukrainy ironizuje i szura, kreując się na Wielkiego Atamana Siczy Kozackiej.
Czy w takim razie podoba mi się gest Nawrockiego? Nie, kompletnie mi się nie podoba. Nawrocki polał wody na młyn Kremla, ale nie tylko. Dostarczył rozrywki i paliwa kilku europejskim rządom i środowiskom, które – delikatnie mówiąc – nie sprzyjają silnej Polsce w roli lidera regionu. Pozostałych, tych co patrzą na nas łaskawszym okiem, na pewno zaskoczył i wprawił w zakłopotanie. Bo nie w tym – polsko-ukraińskim – ringu powinien być bojowym kogutem. Zamiast prężyć bokserskie muskuły przed Ukraińcami, niech zawalczy o krzesło przy europejskim stole obrad, dotyczących Ukrainy. Bo przy tym stole od dłuższego czasu nasza Ojczyzna – 37-milionowy kraj przyfrontowy – jest pomijana. I to ten fakt powinien budzić święte a skuteczne oburzenie rezydenta Nawrockiego.
Tak by zresztą było, gdyby nasz Pierwszy Polak wstąpił na prezydencki stolec z intencją służby Narodowi i obrony interesów Rzeczypospolitej. „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, pamiętacie? Tak brzmiało kampanijne hasło patrioty-kibola czyli doktora Karola. Jak można mu było nie wierzyć, skoro jego krzepkie ciało zdobią emblematy fanów Lechii Gdańsk – „Chuliganów Wolnego Miasta”, przeplecione zapewne (tylko zgaduję) symbolami religijnymi…
No, cholera, czarną i wstrętną mam duszę, ale nie uwierzyłam. Jakiś głos szeptał mi podstępnie, że doktor Karol nie urodził się po to, żeby komuś służyć. Że nie po to dziarał swoją doktorską skórę, lał wroga na leśnych ustawkach i krzepł w przedsionkach pomorskich hoteli, żeby dziś, kiedy wożą go limuzyną i płacą za siłownię, oddawał się w służbę komukolwiek.
Nawrocki nie służy Narodowi. Nie służy nawet zdziadziałej sklerotycznej Kaczce. Przyspieszony kurs angielskiego i hołdy oddawane patronowi zza Atlantyku też mają nieoczywisty ukryty cel. Doktor Karol służy wyłącznie sobie. A że jest, jak to doktor, dość kumaty, szybko pokapował się, że polska narodowo-katolicka dusza, jak kania dżdżu wyczekuje monumentalnych gestów. Że jak się odpowiednio napnie i zedrze Orła Białego z piersi Ukraińca, słupki pójdą w górę. I poszły!
Że można to było załatwić inaczej, z większym pożytkiem dla Ojczyzny, z zachowaniem szacunku sojuszników i bez satysfakcji dla Moskwy – choćby wyraźnie artykułując oburzenie, a jednocześnie za kulisami wywierając na Kijów presję gospodarczą – to i co z tego? Takie działania wybiłyby Zełenskiemu zęby jadowe, nie narażając Polski na śmieszność. Ale komu by to przyniosło pożytek (poza 37 milionami Polaków), skoro doktorowi Karolowi nawet nie drgnęłyby sondaże?
A jak w tym kontekście oceniać postępowanie Zełenskiego? Cóż, z nadwiślańskiej perspektywy to, co zrobił i co powiedział, jest haniebne. Przyznaję, że do niedawna jego energia, zręczność, nieustępliwość i odwaga budziły mój podziw. Dziś patrzę na niego inaczej, choć nie mogę mu odmówić skuteczności. Wobec Polaków zachował się nikczemnie. Nie on pierwszy; przypomnę, że zakaz poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar (w tym ogromnej liczby ofiar katów z UPA) wprowadził w 2017 r. Poroszenko, kolejny urażony Kawaler Orderu, który odesłał nam odznaczenie kurierem. Trzeba było prawie trzech lat pełnoskalowej wojny, blisko trzech milionów uchodźców, którym Polacy szeroko otworzyli drzwi swoich domów i wielu sezonów mrówczej dyplomatycznej roboty, żeby Zełenski ten podły zakaz zniósł. Dziś prezydent Ukrainy tłumaczy, że „my żyjemy od ataku do ataku, nie od dziękuję do dziękuję”. Ale kiedy trzeba podziękować Trumpowi (wielokrotnie), Brytyjczykom, Francuzom czy Niemcom – ataki mu nie przeszkadzają. O co zatem chodzi?
Kiedy nie wiadomo, o co chodzi… Owszem, o pieniądze. I władzę, bo to ona zapewnia pomyślność i dochód. Jeśli się z tobą nie liczą, jeśli nie zapraszają do wspólnego stołu – będziesz dojadał odpadki, które Ważni i Możni strącą z obrusa. Zełenski o tym wie i czuje swój moment. Wojny nie wygrywa, ale przestał ją przegrywać. Ma dziś społeczeństwo częściowo odcedzone (ci, którzy na Sprawę Ukraińską mają wywalone, dawno wyjechali), armię zaprawioną w polu i w cyberprzestrzeni, a do tego nowoczesne i ekonomiczne technologie ataku i obrony. Wbrew temu, co twierdził jeszcze niedawno Trump, ma karty. I sprytnie wchodzi w rolę rozgrywającego.
On zdaje sobie sprawę, jak bardzo Europa dziś Ukrainy potrzebuje. Wypięty na nas zadem Trump, ujeżdżany na zmianę przez Netanjahu, Putina i maile Epsteina, jest tu argumentem ostatecznym. Co zatem jest celem prezydenta Ukrainy? Dołączenie do wspólnoty europejskiej na możliwie najlepszych warunkach – wjechanie do niej na białym koniu lidera Europy Środkowo-Wschodniej. A że lider może być tylko jeden – Polska została przekwalifikowana. Z przyjaciela i sojusznika przeistoczyliśmy się w konkurenta do roli.
To nie Macron i nie Merz izolują polski rząd i prezydenta od stołów na szczytach; im aż tak bardzo nie zależy. W poczekalni trzyma nas Zełenski. A przy okazji robi wszystko, żeby Polskę upokorzyć, ośmieszyć i zmarginalizować. Nie wierzę, że nadając swoim siłom specjalnym imię bohaterów UPA, zapłacił daninę ukraińskim naziolom. Choć wojna na pewno przeorała społeczną świadomość, poparcie dla skrajnej prawicy od dawna jest w Ukrainie homeopatyczne (a naziolom mógł się przypodobać na sto innych sposobów). Nie wierzę też, że nie wiedział co robi. Że podszepnęli mu to wstrętni doradcy, a on – urodzony i wychowany blisko Dniepru, daleko od rejonu działań zbrodniarzy z UPA i od transgranicznych emocji – nieświadomie podpisał. Nie, on wiedział, co podpisuje i dokąd dopłynie fala uderzeniowa. I taki właśnie skutek chciał osiągnąć.
To oczywiście podłe i obrzydliwe. Można nad tym ubolewać, można nad tym płakać: ta sytuacja obnaża przecież ohydny cynizm współczesnego świata. Nie ma sentymentów, zwycięzca bierze wszystko. Mogłeś spędzić z ukraińskimi uchodźcami wojennymi wiele wieczorów, oddać im własne łóżko i łazienkę, a dziś ukraiński prezydent ordynarnie cię dyma. To smutne, choć nie powinno w żaden sposób wpłynąć na twój stosunek do uciekinierów, ofiar wojny, do przyjaciół.
Warto wszakże zauważyć, że głównym celem tej odrażającej gry nie jest rozkrwawienie naszych polskich serc. Celem jest zbudowanie siły i niepodważalnej pozycji Ukrainy, która chce być gotowa, „zanim nastąpi europejskie quid pro quo”. To właśnie robi Zełenski, którego już nie polubię: wzmacnia swoje państwo, eliminując konkurencję i stawiając na większe sojusze. I to właśnie różni go od Nawrockiego. Bo doktor Karol pozycję Polski buduje do bólu konsekwentnie: najpierw w Budapeszcie, między jednym a drugim spotkaniem Orbana z Putinem, ostatnio w Białym Domu, między jedną a drugą rundą mordobicia. Przez minutę i dwadzieścia sekund (tylko taką rozmowę zarejestrowano). 80 sekund na 80-lecie .
bardzo trafna, pogłębiona diagnoza. Obawiam się , że skutki tej „prezydenckiej przepychanki” będą szkodliwe dla obu stron, a biorąc pod uwagę rozdmuchiwanie tematu wśród obu narodów mogą też być długofalowe.
Prezydent Zełeński zaryzykował ten konflikt licząc, że nie doprowadzi on do poważniejszych strat dla Ukrainy wobec jednolicie deklarowanej pomocy całej Unii Europejskiej , a Polska nie zmieni diametralnie swego nastawienia do Ukrainy.
I tutaj się myli, bo nasz prezydent jest w stanie wywołać nieprzychylne, lub nawet wrogie nastroje wobec Ukraińców w Polsce wykorzystując prawicową kampanię w sprzyjających mu mediach. Z hasłem patriotyzmu na ustach.
Zgodnie z deklarowaną w czasie wyborów koncepcją obalenia rządów Koalicji jest gotów nie patrząc na polską rację stanu, interesy polskich przedsiębiorców itd. blokować wszelkie próby łagodzenia konfliktu , byle tylko upokorzyć rząd premiera Tuska i za rok ułatwić prawicy przejęcie władzy.
Dokładnie! Nastroje antyukraińskie zdecydowanie przybierają na sile i są idealną trampoliną dla nacjonalistycznych populistów, którzy prą jak tarany do przodu, bez względu na wszystko. Głupi krótkowzroczny Zełenski i łajdacki Nawrocki. Dzięki ich wspólnym wysiłkom spełni się marzenie Kaczki: będziemy mieli nad Wisłą Budapeszt. Ten sprzed kilku miesięcy. Niestety, mam poczucie, że te wybory (2027) już są przegrane. A Koalicja nie radzi sobie z lokalnymi kryzysami. Nie umieją się skonsolidować, podgryzają się nawzajem. Są po prostu słabi. Kaczyński trzymał stronę Ziobry, nawet kiedy ten kradł na potęgę, czego Kaczor nie pochwalał. To może nie brzmi powabnie, ale tak się w to gra. Strona demokratyczna tego nie potrafi. Szkoda, że zmarnowali ten ogromny społeczny potencjał z 2023 roku. Do zobaczenia w Budapeszcie ☹️👋👋
Cała ta afera daje do myślenia, jak rządzący obecną RP szafują Orderem Orła Białego, a kapituła, której zadaniem jest stanie na straży honoru odznaczenia, zwyczajnie go szarga przyznając ludziom niegodnym. Niech przykładem będzie Kuczma – człowiek podejrzewany o nakłanianie do zamordowania dziennikarza. Myślę, że o przyznawaniu tego odznaczenia powinni decydować Polacy, głosując przez mObywatela.
Serio? Nie wierzę w „mądrość Narodu”. Przykro mi, ale naprawdę NIE WIERZĘ. To Naród wybrał kibola. To Naród (a min. jego 10 procent) głosuje na Brauna. To Naród boi się Tuska-Niemca, tuli sam nie wiedząc, że to robi, do Putina, a rolnicy Narodu, najbardziej dotknięci suszą, szerzą kłamstwo klimatyczne. Niech już lepiej ten Naród o niczym nie decyduje. Ale boli mnie co innego: jak łatwo głupią, obliczoną pod słupki i publiczkę decyzją można zdeprecjonować rangę odznaczenia. Kto w świecie będzie przywiązywał jakąkolwiek wagę do Orderu Orła Białego wiedząc, że równie łatwo go dostać, jak stracić?? Takie odznaczenie jest nic nie warte. Trzeba było zostawić order, a zatrzymać na granicy MIGi 29, które wcześniej obiecaliśmy Ukrainie. Myślę, że UPA szybko zniknęła by z bohaterskiego panteonu. No, ale od tego Nawrockiemu nie przybyło by w sondażach… Skuteczną dyplomację robi się po cichu, w gabinetach i kuluarach. Ale wtedy wrażliwy Chłop Polski, któremu przeszkadzają wiatraki (choć nie przeszkadza mu wycie psów na łańcuchach, smród grilla, strzały myśliwych w lesie o 4:00 rano i spaliny ze starego BMW, którym jego syn rozjeżdża kurczaki) o niczym by się nie dowiedział… Pozdrowienia 👍👋👋