Miasto moje, a w nim...
To nieprawda, że głupota nie boli. Boli, ale tych dookoła. Kilka miesięcy temu ból postanowił mi zadać warszawski ZTM. Długo udawało mi się unikać ciosów, bo mieszkam na obrzeżach i zwykle jeżdżę autem. Ale w końcu wsiadłam do tramwaju i… osłupiałam.
„Kampania edukacyjna” zaatakowała mnie już z wiaty przystankowej. Wychowuje pasażerów od dobrych kilku miesięcy, więc napisano o niej prawie wszystko, dlatego dziś krótko. Nie umiem jednak całkiem pominąć tego milczeniem i po prostu przełknąć. Nie da się.
Nie wiem, kto im doradzał: kto kreślił ideę, klecił hasła i rozwijał na suficie tęczę przewidywanych korzyści społecznych – ZTM nie przyznaje się do współpracy z żadną agencją. Może to i lepiej… mniej publicznej kasy poszło w błoto. Nie mam jednak wątpliwości, że ambitni urzędnicy z miejskiego działu marketingu solidnie się przygotowali, a w ramach instruktażu obejrzeli dwa nieznane im wcześniej dzieła: „Misia” i „Rejs”. I potraktowali je serio. Trudno powiedzieć, czy to bardziej straszne, czy śmieszne.
Co zatem serwują nam edukatorzy z Warszawskiego Transportu Publicznego – reprezentacyjnej marki zależnej ZTM? Ano, kampanię uświadamiającą, czego NIE NALEŻY robić w metrze, autobusie i tramwaju. A więc: nie należy robić jak zwierzę. Bo zwierzęta są gupie. Do tego kłamią, robią łomot, są grube, mlaskają i śmierdzą. A niektóre to noszą plecaki!! Sorry, skorupy.
W tym kontekście jak poezja brzmi inwokacja do kampanii, stworzona przez kreatywnych marketingowców z urzędu miasta:
Kampania #OswajamyPodróże zachęca, by spojrzeć na miejską komunikację jak na wspólną przestrzeń wzajemnego szacunku.
A moje serce topi się jak wosk na dźwięk hasła przewodniego:
#OswajamyPodróże – wspólnie tworzymy dobrą atmosferę w komunikacji miejskiej.
Nie ma co, stworzyli! I to zanim jeszcze człowiek (głupi jak bocian i brudny jak świnia) postawił onieśmieloną stopę na podłodze tramwaju. Ale gdy tylko wlazł do środka, ten wyraźny prymat homo sapiens z miejsca podniósł mu samoocenę. Stoi więc dumny, z wciągniętym brzuchem i przepisowo skasowanym biletem w kieszeni (spodni, no bo nie plecaka!). Stoi cichutko, nie będzie przecież jak ta durna kura. I myśli sobie: ale te zwierzęta ohydne… Dobrze, że taki nie jestem. Cóż, robota wychowawcza zrobiona!
Chciałabym wesprzeć miejskich marketingowców. Za friko, w końcu nie tłuką kokosów na swoich państwowych posadach. Proponuję kilka sloganów, które rozwiną ich myśl w prawdziwą prospołeczną ideę:
Nie bądź wężem, nie pełzaj. I sprzątnij wylinkę z siedzenia.
Nie bądź molosem, przestań się ślinić.
Nie bądź krową hodowlaną, nie wal pod siebie.
Prawda, że ładne? W Ratuszu na pewno się spodobają… Zastanawia mnie, kto w czasach bezwzględności i niepokoju, kiedy tak dramatycznie brakuje nam empatii dla zwierząt, wpadł na pomysł takiej kampanii? Dziś, kiedy pozbawiamy zwierzęta ich naturalnych siedlisk, nasyłając na nie ślepych myśliwych, kiedy strzelamy do nich tam, gdzie szukają pożywienia i schronienia. Kiedy masakrujemy w locie setki ptaków, żeby pogapić się na kolorowe fajerwerki. Kiedy tolerujemy tortury zadawane w rzeźniach, laboratoriach i na zardzewiałych łańcuchach. A jednocześnie wchodzimy na polityczną mównicę w naszyjniku z kwiatów i z gębą pełną frazesów.
Foto: Martyna Cichocka
Właśnie dlatego tak bardzo potrzeba nam namysłu nad przyrodą, nad jej cichą, ale niepowstrzymaną ruiną, której jesteśmy winni. I dlatego tak rozpaczliwie potrzebujemy zachwytu nad każdym dzikim życiem. A także nad każdym zwierzęcym „życiem udomowionym” czy „życiem hodowlanym”, tak okrutnie przez nas wykorzystywanym. Potrzeba nam tego jak tlenu – żeby w czasach Putina, Trumpa, Kim Dzong Una, Epsteina, Breivika, Majtczaka, Bonkowskiego, ajatollahów i talibów nie zapomnieć, że jesteśmy ludźmi.
W tym samym czasie kilku głupców wymyśla plakaty, które bezdusznie powielają prymitywne stereotypy. Stygmatyzują odmienność zwierząt, w której powinniśmy widzieć dar. Zachwycające bogactwo.
Jedyne, co mnie pociesza, to trywialna, belferska głupota tych haseł. Pewnie nawet przedszkolaki się na nie nie nabiorą. W odróżnieniu od Latającego Potwora Parówki, który może dla nich stanowić całkiem atrakcyjną wizję (było o nim trzy wpisy wcześniej). Tyle, że ta wizja powstała za prywatne pieniądze, które producent parówek wyjął z własnej kieszeni. Za naszą „brudną świnię” i „grubą pandę” zapłaciliśmy sami.
#OswajaciePodróże? Oswoiliście kołtuństwo i ciemnogród. W europejskiej stolicy, w XXI wieku.
Kampania, co tu dużo kryć, jest zwyczajnie infantylna. Nie wiem, ile kosztowała naszych publicznych pieniędzy — zapewne niemało. Podobne hasła wymyślają dzieci w podstawówce w konkursach na temat sprzątania i savoir-vivre’u, z tym że dzieci dopiero uczą się życia i nie biorą za swoje pomysły pieniędzy.
Trudno stwierdzić, jak bardzo ta kampania umniejsza zwierzętom, gdyż szpetota tych grafik w pierwszej kolejności zmusza do refleksji nad tym, kto stworzył te zwierzęco-ludzkie mutanty: mało utalentowana osoba czy bardzo bezmyślne AI.
Jasne, że AI – municypalni marketingowcy na pewno czują silną presję, żeby wykazać, że nadążają za duchem czasu. Tak naprawdę to moja największa nadzieja: że sztuczno-inteligentne grafiki i durne hasła są zbyt trywialne, żeby dokonać prawdziwej szkody w duszach i umysłach 🙂 A z drugiej strony… te dusze i umysły wchłonęły już bez jęku tyle ordynarnej propagandy, że kto je tam wie… Dzięki za komentarz, zaglądaj na uprane 🙂 Pozdrowienia!
To jest istotnie infantylne i przeciętny inteligent odbiera te hasła z pewnym zażenowaniem raczej, niż z oburzeniem.
Ale z wiekiem życie pokazuje mi, że procent ludzi z wrodzoną inteligencją jest w społeczeństwie coraz niższy (nie tylko w komunikacji publicznej) i te piękne kolorowe obrazki do kogoś trafiają, a więc cel spełniają w jakimś procencie
Dzięki za chłodzące słowo rozsądku 😊 Mnie jednak nadal to oburza. Bo uważam, że słowo (zwłaszcza poparte obrazem) ma swoją moc – w końcu „na początku było… „. I owszem, inteligenci mogą spojrzeć na te bannery z politowaniem. Ale co z całą resztą (a skądinąd wiadomo, że nie inteligentem nasza ojczyzna stoi). Tej reszcie wsącza się niepostrzeżenie przekaz o wyższości i pogardzie. A, niezależnie od nauk części kleru, zwierzęta nie są „niższe”. Są inne. Piękne i imponująlce (nawet ta głupia kura 😉). I mają supermoce, do których nam daleko… Dzięki za głos w dyskusji, pozdrowienia 😊👋
Ja tam myślę, że Twój wpis bardzo ucieszy ZTM. Nie ważne co się mówi, ważne, że się mówi, że się szokuje, drażni itp. Nie wiem na ile przekaz kampanii utrwali stereotypy dotyczące zwierząt, albo na ile wpłynie na naszą społeczną kulturę osobistą. Wiem jedno, przekaz negatywny działa i dlatego jest tak powszechny. Ale chwała Ci za obronę naszych braci mniejszych, bo przecież są naprawdę jedyni w swoim rodzaju i warci lepszej sprawy niż prymitywny przekaz reklamowy. Pozdrawiam z rozśpiewanej kosimi głosami Warszawy.
Dzięki za Słowo 😊 Przekaz negatywny oczywiście działa. I ma to do siebie, że szybko się z nim oswajamy, bo płynie z każdej strony. Dlatego wciąż się go wzmacnia, upraszcza i brutalizuje – żeby nie przestawał działać. Kiedy ten mechanizm stosują firmy komercyjne, można tylko załamywać ręce. Ale kiedy to samo robi urząd miasta, to już moim zdaniem trochę co innego. Fantastycznie się to splata z rzezią dzików, prawda? Pozdrowienia, tym razem deszczowe, z rozgruchanej gołębiami wsi 👋😊